Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kibice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kibice. Pokaż wszystkie posty

13 listopada 2013

hulaj dusza - piekła nie ma. nie ma boga - hulajnoga.



Co tu dużo gadać. Nie ma hi hi, nie mówiąc o ha ha.
Dziś na sztywno i poważnie.
Do tego stopnia, że zaleca się włożyć koszul biały, podwiązać fontaź pod szyją, spodnie nienaganne na kant, buciwo natrzeć łojem, a potem wypucować, w garść goździk i bagnet na broń łamane przez but w butonierce.
I jak wychodzisz, to zamknij mieszkanie. I sprawdź, czy wyłączyłeś żelazko, drogi czytelniku. I wróć się jeszcze z klatki i sprawdź, czy zamknąłeś mieszkanie. No.

W tamtym miesiącu mało było stereotypu. Na dobrą sprawę to był najbardziej przymrużony miesiąc, jaki do tej pory dane im było przeżyć. Trwała powściągliwość  - daleko było do bujnej secesji, która co dzień, przed zaśnięciem zaprząta głowę. Było mgliście, choć jasno i ciepło.
Drogi pokrywały jeszcze zdechłe kończyny drzew, zaś dziury wypełniał rdzawy szlam, który rozpływał się szczelinami, po czym znikał.
Codzienności zdarzało się zaburzyć. Nocą czuło się dzień, zaś w dzień, na miejsce, dajmy na to południa, wskakiwała północ i trzymała się gwiezdnymi ząbkami, dopóki nie odgonił jej ostry zapach kawy przedzawałowej. Przy ucieczce północ naciągała kotom ogony, wiązała supły na ptasich gardłach, deptała nowalijki, albo podbierała z lodówek.
Pewne były tylko zastane od lat budynki, w których duszę rysowały kroki stałych bywalców. Czczący świętą trójzmienność robotnicy, siłą wklejeni w ulicę pijacy, ożywieni lunatycy, zwyrodnialcy, zakochani, lub najzwyklej pierdolnięci. Wszyscy gdzieś się szwędali niezależnie od pory. Pierogi już całkiem ostygły.
A tamci, to już w ogóle... Liczyli prześwity asfaltu, pękające, jak włosowate naczynka, pomiędzy łatami. Było do tej pory osiem. Pomiar był bardzo niedokładny. Chodziło o urozmaicenie. Tamci byli z najgorszych. Ze znudzonych.
Pierogi były obudowane zadziwiająco małym kioskiem. Kiosk nigdy nie będzie zbyt szczęśliwym lokum dla punktu gastronomicznego. Kwestia estetyki, klaustrofobii, albo jeszcze czegoś innego. Po prostu nie.
Przykładanie tamtej obudowy pierogów do jakiegokolwiek kryterium mijało się z celem. Takie miejsca widywało się rzadko nawet na dworcach kolejowych. Zdawało się, że nędza i odarte ściany wyssały przestrzeń z tamtego miejsca do tego stopnia, że powierzchnię każdego stolika trzeba było przeciąć na dwa, żeby można było odebrać zamówienie z okienka. Nie wiadomo, co mocniej kopało - ściany, czy kalendarze, które miały maskować ich mankamenty.
Pewien pan, któremu wszystko było jedno, siedział naprzeciwko stolika, na którym ustawiono pierogi. Zarówno pana, jak i jego pierogi można było już wpisać na listę oczekujących na miano stałego wystroju kiosku. Pan jednak zrzekł się kandydatury i odstawiając pusty kufel zaprzepaścił godziny, dni, a może nawet miesiące dekorowania sobą pustego prawie kiosku. Na domiar złego wstał, zapłacił i wyszedł.

+ wersja dla opornych:

Lezą se luzie o jakiejś dzikiej porze, a tam chłop wychodzi z baru mlecznego. Pewno najebany.

Liszki, ul. Krakowska, 31.11.2013

17 września 2013

Niebo gwieździste nade mną, we mnie same ostre Kanty.

Dobry,
leniwie inaugurujemy wrzesień po intensywnych wakacjach. Nie chce się nam pisać więcej niczego poza tym, że była penisoręka poducha elektryczna już, teraz mamy zaszczyt przedstawić penisoramienną gwiazdę (prawdopodobnie białą).

Kraków, ul. Na Szaniec, 06.09.2013

29 sierpnia 2013

Sprzężenie Zwrotne. Część Dwudziesta Piąta.

Po serii hucznych bankietów oraz przyjęć wracamy tak efektownie, że nikt nie powie, że spuszczamy z tonu. Spuszczamy jednak tony dobrych zdjęć. Prosto na Wasze oczy.
Sprawa jest taka, że jakoś tak się składa ostatnio, że cały czas dalej coś dostajemy. Trochę nas to zawstydza, bo jeszcze nie potrafimy sobie radzić ze sławą, jak przyszło co do czego. Miejmy nadzieję, że nie skończymy z tego powodu jak Kevin sam w domu, jak urósł i przestał być uroczy. Kurwa, nawet w akceptację tego, co się tu publikuje nie możemy uwierzyć, ale nic to - w końcu Wasza sprawa, co czytacie... Poza tym chyba powinniśmy się cieszyć, póki mamy z czego, bo już niebawem przyjebie deszczem, wiatrem, potem śniegiem i ludziom nie będzie się chciało wychodzić po zdjęcia, a nawet, jeśli już ktoś się zapędzi poza mieszkanie, to przecież nie będzie marznąć w dłonie, żeby wyjąć komórkowca i ustrzelić fotkę. Wychodzimy z założenia, że lato wasze, pozostała część roku nasza. Tak se tłumaczymy.

Jest tak, że ostatnio otrzymaliśmy duuużo materiału od Karoliny. Są to bardzo prawilne przykłady hujni w mieście Krakowie. Strzelane, jak należy telefonem. Fajne jest to, że są w dużej mierze z terenów, na które nie mamy po co łazić, więc tam nie łazimy, co za tym idzie - nie mamy z tamtych terenów zdjęć, bo tam nie łazimy. Dokumentacja więc ma wysoką wartość.
Pani autorce gratulujemy konsekwencji, wytrwałości oraz fantastycznego zmysłu fotograficznego. Ślemy przy tym wyrazy wdzięczności i szacunku. Dziękujemy.
Zapraszamy do podziwiania.

P.S.
Tak se pomyśleliśmy ostatnio, że wystrzałowo by było, jakbyście pisali jakieś zabawne historyjki, odkrywcze przemyślenia, czy coś tam (najbardziej zależy nam właśnie na coś tam, żeby nie było), jako uzupełnienie materiału - bieremy wszystko, jak Reksio szyneczkę - zero cenzury. Pomyślcie o tym.


Kraków, Chmiela, 10.04.2013

Kraków, Bronowice Małe, 10.06.2013

Kraków, Bronowice Małe, 10.06.2013

Kraków, Czarnowiejska, 16.06.2013

Kraków, Kawiory, 03.07.2013

Kraków, Darwina, 12.07.2013

Kraków, Bulwary 14.07.2013

Kraków, okolice House Of Beer, 14.07.2013

Kraków, Lea, 31.07.2013

Kraków, klub Awaria, 01.08.2013

Kraków, Wadów, 13.08.2013

Kraków, okolice ul. Okulickiego, 21.08.2013

Kraków, os. Akademickie, 21.08.2013

Kraków, os. Akademickie, 21.08.2013

24 lipca 2013

Sprzężenie Zwrotne. Część Dwudziesta.

No to sprawy mają się tak, że jest jubileusz. Bo dwudziesty raz publikujemy materiały nadesłane.
W związku z tym będziemy tutaj mieli nie lada gratkę, bo w sumie mamy dużo materiału od jednego ziomka, któren to już, kurdens, sprzęgnął nam zwrotnie w tym lipcu, ale kurdens, jak zerknęliśmy w archiwum, to zupełnie nie mamy pomysłu, na podzielenie jakoś jego materiału, więc - wrzucimy dużo zdjęć z różnych czasów, żeby po pierwsze zrobić se porządek, po drugie, żeby nie było, że mamy w poważaniu litry potu wylane przy zdobywaniu przez ziomka materiału, po trzecie nie mamy innego pomysłu, a po czwarte - będzie wyglądało, że jest jakiś splendor i w ogóle, że niby świętujemy.
Dobra, nie pierdolimy się już w tańcu - publikujemy fotki. Autor O. (tym razem municypalna sceneria).

PYK!

Kraków, Kolsenter, 16.07.2012

Kraków, Bagry, 06.08.2012

Kraków, Rzemieślnicza, 19.09.2012

Kraków, Wapienna, 10.09.2012

Kraków, Wapienna, 10.09.2012

Bielsko - Biała, 02.05.2013

Kraków, Bagry, 06.08.2012

Bielsko - Biała, Szyndzielnia, 02.05.2013

Kraków, Prosta, 06.08.2012

Kraków, Prosta, 06.08.2012

Kraków, Wielopole, 20.07.2012

Kraków, koło Mostu Powstańców Śląskich, 22.04.2012

Kraków, Podgórska, 09.05.2012

Kraków, ???, 02.08.2012

Kraków, Korona, 06.12.2012

09 lipca 2013

Sprzężenie Zwrotne cze. Część Osiemnasta. (Duble Kill)

Witamy.
W lipcu, jak pewnie zauważono na podstawie wpisów z lipca, głównie opieramy się na materiale nadesłanym.
Dziś też tak będzie, bo sprawy mają się tak, że kurwa, trzeciego lipca spłynęły do nas podarki z zupełnie niezależnych źródeł. Pierwsza fotka od Ewy, a dwie poniżej od Grzegorza.
Zazwyczaj nie podchodzimy do ofiar od ludzi w ten sposób, że wrzucamy je w jednym poście - dbamy o indywidualne podejście do użytkownika witryny. Ale jest kilka spraw łączących te fotki: po pierwsze primo - są zrobione jednego dnia, po drugie primo: są zrobione na jednym osiedlu, po trzecie (najważniejsze) primo: fotki są prezentami urodzinowymi (za które serdecznie bógzapłać - to mówiłem ja: Tomasz i ślę takie: :* oraz <3).
Więc tak to wygląda:

Praca Ewy:

Kraków, Osiedle 2 Pułku Lotniczego, 03.07.2013

Prace Grzegorza:
Kraków, Osiedle 2 Pułku Lotniczego, 03.07.2013

Kraków, Osiedle 2 Pułku Lotniczego, 03.07.2013

 

02 maja 2013

W hołdzie wiośnie.

No.
To tak się mają sprawy, że w tym roku wiosnę było nam dane witać w onucach, skórach baranich przepasanych powrozem oraz w ogóle w czapkach uszankach wykonanych z zajęcy. Relacjonowalimy, przecie nawet ostatnio dzień po pierwszym dniu wiosny w Krakowie, a tam śnieg, mróz i w ogóle sybir na stopro. Z tego powodu strasznie bywali ludzie wkurwieni, a przy tym zmęczeni i takie tam.
Ale, ale... Odeszły w końcu śniegi i pojawiły się pierwsze kwiateńki na rabateczkach, oraz lichutkie, acz urocze listeczki na gałązkach. Kurtki poszły w trymiga do szaf, zapanowały krótkie szorty oraz okulary z przyciemnionymi szybkami. Co z resztą niejeden odpokutował przewlekłymi glutami w nosie oraz podniesioną temperaturą.
Właśnie w takiej atmosferze euforii i radowania się pierwszymi plamkami zieleni, odbyła się ostatnio wyprawa na piwko w lasku. A jak...
Było to pewnej soboty. Tak jakoś koło trzynastej. Kadżdy se kupił, co chciał, w ogóle fantastycznie, tylko do rzeczonego lasku tak jakby daleko. No ale nic to... Przecież słońce świeciło na wygrzewających się na ławkach starych dziodów - źle być nie mogło... No to idziemy, idziemy... Idziemy, idziemy... Pod górkę, pod górkę, pod górkę, pod górkę... A miejsca na przycupnięcie, jak nie było widać, tak nie widać dalej... Ani lasku, ani piwka... Nie mówiąc już o wyżej wymienionem piwku w lasku.
W końcu dotarliśmy na taki prawie szczyt, opodal cmentarza. A tu nagle... Jak się nie pociemni niebo! Jak się nie ruszy wiater! W końcu - JAK NIE JEBNIE DESZCZEM! Parasol, którym dysponowaliśmy w liczbie jeden na osób kilka, szybko został zniwelowany przez zawieruchę, toteż postanowiliśmy się skryć pod krzaczkiem. Jak się potem okazało krzaczek był słabym izolatorem.
Wtem! Przestało lać. Wiosna wywinęła takiego psikusa, że zmoczyła nas i uznała, że tyle nam starczy.
Lekko zmoczeni ruszyliśmy w stronę lasku, który, choć pojawił się nam przed oczami przestał być naszym celem. Wrócilimy do domu.

Materiał, który prezentujemy znajdował się na ulicy, na której koło Almy minięty został przez nas były minister sprawiedliwości. I dotyczy on - materiał, nie minister - tematyki kibicowskiej.

No to cyk - jak mówił budzik do zegarka.

Kraków, ul. Kościuszki, 13.04.2013

Kraków, ul. Kościuszki, 13.04.2013

Kraków, ul. Kościuszki, 13.04.2013

25 lutego 2013

Sprzężenie Zwrotne. Część Czternasta.

Czołem.
Przebywamy obecnie poza kwaterą główną, ale za to w domu i publikujemy poprzez mamin laptop, toteż nie mamy całkiem kompletnego archiwumu, właściwie to nie mamy go przy sobie wcale, ale żeby nie było tak źle, że nic się nie dzieje, to sprzęgniem zwrotnie po raz kolejny.

Proponujemy też poczytać se taką zabawną historyjkę z iście rewelacyjnym zwieńczeniem.

Historyjka:
Kiedyś, a było to w lecie, szedł se raz jeden chłop po ulicy. Szedł w szortach i krótkiej koszulce, prawdopodobnie także miał on okulary przeciwsłoneczne. No i szedł se, szedł se i patrzy a tu na witrynie McDonalda leży aparat. Wziął se go on.
No i leżał ten biedny aparat potem w takim pudełku, potem na lodówce, potem gdzieśtam się pałętał, aż w końcu został pożyczony. Ale nie tak prędko...
Bo tamten chłop, co go znalazł, swój aparat pożyczył też innemu chłopu, a tamten drugi nawet mu dokupił taki dekielek do obiektywu, co się kiedyś zgubił. I w każdym razie nie miał ten pierwszy chłop swojego aparatu, a jak wiadomo, było boże narodzenie, więc trzeba było porobić zdjęcia choince i tutaj wkroczył ten znaleziony aparat.
Zrobiono nim parę zdjęć, ale potem jakoś już się nie chciało i znów ten aparat leżał. I w tym momencie ni z tego, ni z owego, pojawił się trzeci chłop w tej historyjce i akurat chciał pożyczyć aparat, bo miał zamiar se porobić zdjęcia różnych krzoków. No.
Ale jak wrócił ten znaleziony aparat od tego trzeciego chłopa do tego pierwszego, co go znalazł, to przypomniała o sobie największa bolączka znlezionego aparatu - był znaleziony i nie posiadał okablowania, a laptop, którym dysponowano nie miał takiej szczelinki na kartę pamięci, naczy miał, ale inną jakąś. Właściwie, to karta była inna. Nie ważne.
No i wrócił ten aparat na półkę, bo na dodatek, nie dość, że mu się karta zapchała, to jeszcze padły akumulatorki, a ładowarka została w domu.
Leżał tak do momentu, gdy ten trzeci chłop się upomniał o swoje focie, czym sprowokował tego, co znalazł aparat, żeby ruszył do kogoś, kto ma taki sprzęt, co umożliwia przerzucenie fotek na dysk. No i tak się stało. Aparat odzyskał swoje megabajty na karcie.
Potem ten pierwszy chłop szedł na przyjęcie, bo akurat przyleciały takie dwa typy z emigracji, więc jest już pięciu chłopów w tej historii. No ale akurat oni nie grają w akurat tej historii tak ważnej roli, poza tym, że na ich cześć zorganizowano huczny bankiet, na którym pojawił się przelotem szósty chłop, który poniekąd jest sednem sprawy tutaj.
Jechał on akurat do Torunia i w celu, ażeby powitać tamtych chłopów, zawitał na przyjęcie i potem objuczony ciężką torbą ruszył z resztą tałatajstwa na miasto.
Zwierzył się on temu pierwszemu chłopowi, że, jak ostatnio był w Toruniu, to zobaczył parę fajnych wrzut, które akurat by pasowały na tą witrynę. Bo ten pierwszy chłop był naszym wywiadowcą. Pies pogrzebany był w tym, że jego telefon nie miał funkcji aparat. Wtedy ten pierwszy chłop powiedział temu szóstemu, że tak się składa, że ma on aparat w plecaku i mu go da, ale ten szósty musi sobie kupić cztery baterie i będzie git. Znaleziony aparat pojechał z szóstym chłopem do Torunia.
Właśnie tak się stało.

Na dodatek ten szósty typ w tej historii napisał nawet drobną notkę:
Polskie Toronto, Torn, TRN, Toruń. Miasto Kopernika i piernika. Perła gotyku pruskiego. od razu wiadomo że w tak światłym mieście, ludzie nie gęsi więc chuje kreslają. a w ich poszukiwaniu postanowiłem zbadać teren w koło sztuk pięknych czego efektem są te oto zdj
 BRAWO!

Podziękowania i ukłony w kierunku pana Filipa śle dowództwo.
A teraz materiał:

Toruń, 07.02.2013

Toruń, 07.02.2013

Toruń, 07.02.2013

Epilog:
Znaleziony aparat pojechał właśnie z siódmym typem, czyli dziadkiem tego pierwszego typa, do sanatorium.

KONIEC!

10 lipca 2012

Magiczny Kraków. Część 1.

Jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie punkt, w którym krew oddaje się. Tak na prawdę, to ten punkt jest w Krakowie. Na Rzeźniczej.
Jest to ulica w Krakowie, która jest w miarę prosta. Jezdnia jest pokryta zapewne jakimś rodzajem masy bitumicznej, poprowadzono także trotuar. Znajdują się tam liczne zabudowania oraz atrakcje. Co do tych drugich, to można: chodzić po jezdni, można chodzić po chodniku, można iść do celu (na przykład do centrum handlowego, albo na przystanek), można stać, palić papierosy - słowem, czego dusza zapragnie (tego sercu nie żal). Chodzą tamtędy także często ludzie, co bez wątpienia, dodaje kolorytu temu magicznemu miejscu.
Nasz człowiek dał się uwieść klimatowi i przeszedł raz tą ulicą. Oto jego relacja:

Kraków, ul. Rzeźnicza w bramie, 03.04.2012

Kraków, ul. Rzeźnicza, 03.04.2012

Kraków, ul. Rzeźnicza, 03.04.2012


10 czerwca 2012

Podhale.

Wczoraj, czyli 09.06.2012 odbyła się podróż na Podhale, ale jako że dużo było atrakcji, to nie było na obchód miasta czasu, jednak idąc, tam gdzie trzeba było, brygada znalazła to:

Nowy Targ, ul. Królowej Jadwigi (?), 09.06.2012

24 maja 2012

Piesek Leszek

Dziś pragniemy zwrócić uwagę szanownego państwa na taki fakt, iż w ogóle jakoś tak świat jest skonstruowany, że wszędzie wszystko jest, a jak się popatrzy głębiej, to w ogóle i  całkiem jakby tak samo - bez kitu, chociaż nie całkiem i nie zawsze, ale jednak wiadomo - można się zdenerwować, albo jak kto woli, to coś innego.
Przed państwem: PIESEK LESZEK!


Kraków, ul Brzozowa, 11.05.2012

05 stycznia 2012

Kutasy Kibolskie

Czasem, jak nie wiadomo, jak wyrazić antypatię, wobec czegoś, można po prostu narysować kutasa na tym. Kibice już o tym wiedzą. A Ty?


Kraków 01.07.2011

Kraków, 26.08.2011