16 października 2012

Karaluch całą noc chodził po ścianie. Rzygać się chce, wszystko takie zasrane.

Dużo się wydarza. Na pytanie o smak krewetny zwykliśmy odpowiadać: "lubimy to jeść". Wiadomo, są gusta i guściki, co za tym idzie, sprawa jawiłaby się, jako klasyczny przypadek dyskusyjnej kwestii spornej, tyle że następuje paraliż, gdyż o gustach się nie dyskutuje.
Patrząc na to szerzej można się sfrustrować, ale lepiej nie, bo nic fajnego nie wynika z frustracji, zwłaszcza, jeśli jest, jak jest, albo wręcz całkiem odwrotnie.
Generalnie chyba na pewno wypadałoby zaznaczyć, że można wszystko, tyle, że chyba nie każdemu wszystko się zawsze podoba, bo jak coś jest odnoszone do wszystkiego, to jest do niczego.
Tutaj znów coś zgrzyta. Spieszymy z wyjaśnieniami. Bo na dzień dzisiejszy wiele wskazuje na to, że wszystko jest do niczego. I tutaj już jest przesrane, ale nie do końca, bo skoro wszystko jest do niczego, to nic stanowi granicę, do której jest wszystko, a jak nasz człowiek szedł do sklepu, to zrobił sobie listę i po powrocie powiedział: "kupiłem wszystko", więc z całą pewnością okiełznał jakieś wszystko. Podsumowując: z całą pewnością wszystko jest do niczego, pod warunkiem, że jest wszystko, co potrzeba. Nad tym warunkiem jest nic, albo skałki wapienne, albo borelioza, albo jajuszko, kosteczka masełka na chlebku i mleczko z kakałkiem. Nie wiadomo. Sorry.

Kraków, ul. Dietla, 27.02.2012

03 października 2012

Międzybrodzie Bialskie

Był piękny, zajebisty, sierpniowy poranek, kiedy kurwa Kubuś siedział sobie pod kurwa drzewkiem.

Międzybrodzie Bialskie, 18.08.2012

Międzybrodzie Bialskie, 18.08.2012

24 września 2012

Dnia 23.09.2012 została wprowadzona jesień. Zaleca się pozostanie w domach.

Witamy.
Proszę sobie wyobrazić taką sytuację - ktoś kiedyś ma gdzieś wyjść i załóżmy, że rzecz wcale nie dzieje się rano, chociaż w sumie nie ma przeciwwskazań.... Ogólnie jest ciemno i leje. Na drzewach jakoś spierdle podrygują resztki koron. Trawnik odsłonił już wiele psich gówien i na ich modłę staje się powoli coraz bardziej brunatny. Po jezdni snują się auta. Jadą powoli - w korku, ale na tyle szybko, żeby skrupulatnie obrzygać wszystko szlamem z kałuży. Wieje w mordę wiatr i jak to kiedyś napisano "nie ma gdzie przycupnąć w dupę jebanemu poecie". Na dodatek brazylijski serial już nie cieszy, jak kiedyś.

Otwieramy spiżdżarnię i sypiemy materiałem zbieranym pieczołowicie w poprzednich miesiącach. Na pierwszy ogień focie będące wynikiem kilku wypraw do wspaniałego miasta, jakim są Kęty. W Kętach jest spoko. Leżą one tak jakby jechać trochę od Bielska na Oświęcim, a jak się ktoś nie jara hokejem, to od Bielska na Wadowice, a jak się ktoś nie jara papieżami, to na Kraków, w każdym razie generalnie Bielsko jest se fajnie wziąć za taki punkt orientacyjny. To tyle o Kętach. Obejżcie se.

Kęty, koło torów, 16.08.2012

Kęty, os. 700-lecia, 16.08.2012

Kęty, koło torów, 18.08.2012

09 września 2012

Oświęcimska Prehistoria

Ostatnio jakoś tak było, że przeniosła się działalność do powiatu oświęcimskiego na chwilę. Odbyło się parę obchodów po Oświęcimiu i jak to zwykle w życiu bywa, poczyniono fotografie oraz kilka obserwacji. Ogólnie to oszczędzim państwu sentymentalnych wywodów i pierdół w stylu: "jak jo żem był młody to takie rzeczy nie działy się...", albo "te, jo tu rzygoł jeszcze parę lat temu, a teraz supermarket postawili...", albo "co by nie mówić, to kebab dalej trzyma poziom...". No dobra, nie oszczędziliśmy, ale nie będziemy ciągnąć tematu.
Ci, co lubią czytać nagłówki, pewnie przeczytali nagłówek i teraz myślą, o co chodzi. Spieszymy z wyjaśnieniami. Otóż spacerując ulicami pięknego miasta Oświęcimia, nasz człowiek trafił na dwa okazy, które wyglądają na dość stare. Wstępne szacunki pomogły nam oszacować, że malowidła pochodzą z zeszłego wieku, a może nawet za lat dziewięćdziesiątych, czy coś takiego. W każdym malowane chuje są nadgryzione zębem czasu. W kategorii sztuki chujowej, są to zabytki klasy zero, w kategorii sztuki zero przedstawia ich wartość. Trudno.
Podczas organizowanego raz na diewięć i pół roku, corocznego Forum Sztuki Niskiej i Rzeczy, Którymi Nikt Się Nie Zajmuje te dwie fotografie zostały szczególnie docenione przez jednego takiego profesorka we swetrze, co mu się w dupie najwyraźniej poprzewracało.
Oto co napisał gdzieś tam na łamach jakiegoś naukowego, czy tam artystycznego szmatławca, który prawdopodobnie nie istnieje, a jeśli nawet, to nikt nie wie, gdzie go kupić, a jeśli ktoś wie, to nikt go nie kupuje, bo wypisują tam takie brednie, że brak słów... Wiadomo, o co chodzi. W każdym razie...

Prehistoryczne huje mówią nam, że miasta się modernizują, mury niszczeją, a ich miejsce powstają nowe, albo nie, że ludzie którzy trudzili się sztuką ulicy prawdopodobnie dojrzewają i być może przechodząc ulicą tą, czy inną uśmiechają się patrząc na dostojnego bola, co go za łebka maznęli na starej ścianie i może cieszą się w duchu, kiedy między pracą, domem a knajpą widzą, że młodzież tak samo, jak oni stosują uniwersalne symbole, manifestując coś tam, gdzieś tam. Ludzie zmieniają się jednostkowo, jednak jako masa - ciągle są tacy sami i tak samo wyrażają siebie. Tylko pre historia do przodu.

Dziękujemy za brak uwagi.

Oświęcim, ul. Klasztorna, 24.08.2012

Oświęcim, mur cmentarza parafialnego, 05.09.2012

07 września 2012

TW "Glass" na tropie. Część 3.

Wywiad działa.

notatka służbowa TW Glass:
warszawa dn 13/8/12
Akcja "Członek"
tym razem ujawniono źródło sztuki wywrotowej na ulicy Towarowej (numer posesji nieznany; okolice Muzeum Kolejnictwa)
obraz przedstawia sztukę dentalną zanegowaną nurtem penisoidalnym
negacja jest oczywista i bezczelna.

Warszawa, ul. Towarowa, 13.08.2012

06 września 2012

Sprzężenie Zwrotne. Część Jedenasta.

Czołem.
Nastał wrzesień. Senne niedźwiedzie... wzburzone morza... Ogólnie nie wiadomo.
Jakby na to wszystko popatrzyć z drugiej strony, to samo się nasuwa, że: ...azrom enozrubzw ... eizdeiwźdein enneS .ńeisezrw łatsaN, więc wiadomo, jeszcze mniej, niż poprzednio.

Żeby nie wpędzać szanownych czytelników w niepotrzebną zadumę nad tą sytuacją pragniemy przedstawić rączo materiał fotograficzny, który otrzymaliśmy przez portal społecznościowy.

Było to tak... Jeden z naszych ludzi podczas patrzenia w wiaderko z ziemniakami dostał cynk, że osoba, która siedziała obok niego na ławce ma pewien materiał. Osoba ta wyraziła chęć podzielenia się materiałem, ale nie jesteśmy pewni, czy byłaby zachwycona zdradzeniem jej personaliów, więc, korzystając z doświadczeń wynikających z lat pracy w podziemiu spędzonych na doskonaleniu umiejętności konspiracyjnych, postanowiliśmy zastosować specjalny protokół tajności o nazwie "kryptonim", który polega na nadawaniu kryptonimu osobie, lub sprawie w stosunku do której protokół jest uruchamiany.
Samo uruchomienie operacji "kryptonim" wymaga uruchomienia protokołu "kryptonim" w odniesieniu do niej samej, co z kolei niesie za sobą fakt, że trzeba po raz kolejny uruchomić protokół "kryptonim" w stosunku do nadawania kryptonimu dla operacji nadawania kryptonimu. Jakby tego było mało, to ta trzecia operacja także, według przepisów, wymaga kryptonimu i tak dalej i tak dalej. Sztab specjalistów wyspecjalizowanych w specjalnym nadawaniu kryptonimów, od kilku dni nadaje kolejne kryptonimy dla operacji nadawania kryptonimu.
I tak to się kręci tyle, że nie widać wyników, a czas nagli - materiał stygnie...
W sumie dopiero podczas pisania tego tekstu naszło nas, że ktoś powinien do nich zejść i powiedzieć im, żeby, na litość boską przestali, żeby, poszli do domu nakarmić zwierzęta, podlać rośliny, zjeść coś, czy coś i że w ogóle entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem oraz oczywiście, że im nie zapłacimy. Tak protokół "kryptonim" to głupie posunięcie.
Na podstawie powyższych wniosków, zostało zwołane nadzwyczajne zebranie zarządu i po burzliwej debacie zakończonej głosowaniem i strzelaniną, nasz informator został obdarzony kryptonimem "Kuzynka Agata" (propozycja pokonała między innymi takich faworytów, jak "Huljo Iglesias" oraz "Baryłeczka").
Oto materiał:
Gdzieś koło czeskiej granicy, 21.07.2012

Gdzieś koło czeskiej granicy, 21.07.2012

22 sierpnia 2012

Magiczny Kraków. Część 2.

Cześć.
Doszły do nas słuchy, że spora część z miliardowej publiczności tej witryny popełniła samobójstwo strzelając sobie z łuku w skroń, tudzież przegryzając swoje własne gardła. Przykro nam. Ale wiemy, czym to było spowodowane. Pewnie zastanawiacie się, czym to było spowodowane. Było to spowodowane tym, że rzesze ludzi, przyzwyczajone do obcowania ze sztuką za pośrednictwem tej witryny, nagle zostały osierocone przez ulubioną witrynę o sztuce. Nie do końca osierocone, bo strona nadal wisiała, ale bez aktualizacji.
Krótko mówiąc potraktowaliśmy brzydko stałych czytelników - mniej więcej tak, jakbyśmy przywiązali psa w lesie do szlabanu, a sami pojechali do Władysławowa na wczasy. Ni stąd, ni zowąd. Śpiącego psa, niczego nie podejrzewającego. Budzi się taki pies potem w tym lesie i pierwsze, co robi, to myśli, że właściciel na pewno wróci, albo idzie się opić i pije, aż właściciel wróci, albo buduje łuk i oddaje fatalny strzał w swoją czaszkę. Przepraszamy wszystkich, którzy przez zaniechania w aktualizowaniu bloga stracili bliskich, albo zwierzęta.
Wszystkiemu winny jest Resort Do Spraw Superrelxu i Leżenia w Łóżku. Niestety musieliśmy się zastosować do rozporządzenia, które narzucało nam bezwzględny zakaz wykonywania obowiązków i czynności męczących, pod groźbą odebrania na prawdę niewyobrażalnych dofinansowań.
Spójrzmy na sprawę z innej strony. Kiedyś Jehowa obrzucił siarką jakieś tam miasto, gdzieś tam i na dodatek je podpalił. Tylko dlatego, że nie spodobało mu się traktowanie mężczyzn przez mężczyzn, mężczyzn przez kobiety, kobiet przez mężczyzn, kobiet przez kobiety i tak dalej i tak dalej... Ponoć zwierzęta też odegrały tam swoją rolę. Może przykład nie za bardzo na miejscu. Ale chodziło o przesiew, o oczyszczenie. Słabi nie znieśli rozłąki ze sztuką - zostali prawdziwi koneserzy.
Dla ostudzenia atmosfery, z radością donosimy, iż materiał był stale, konsekwentnie zbierany i katalogowany, żeby teraz wystrzelić radośnie ze splendorem, jak statki na niebie.

Po burzliwym wstępie przechodzimy do sedna sprawy. Pragniemy stworzyć nowy cykl. Dla wszystkich spragnionych podróży, chcących poszerzyć swoje horyzonty, lub po prostu popatrzyć na Kraków z innej perspektywy. Magiczny Kraków, bo o tej inicjatywie mowa będzie prezentował niesamowite miejsca na planie Grodu Kraka. Jest to pierwszy post w tym cyklu, ale tak na prawdę drugi, albo trzeci, albo nawet piąty, bo przecież podróżowanie po miejskich meandrach pojawiało się tu nie raz. Idea takiego czegoś pojawiła się już kiedyś, ale dopiero teraz uderza na pełnej mocy. Zapraszamy.



Kładka Ojca Bernatka pójdzie na pierwszy ogień.
Kładka  Bernatka jest wspaniałym przykładem mostu łączącego dwa brzegi. Odbywa się to tak, że kładka zaczyna się na jednym brzegu, a kończy na drugim, analogicznie można stwierdzić, że zaczyna się na drugim brzegu, a kończy na pierwszym. Można więc iść, lub jechać rowerem od początku, lub od końca. Jest to bardzo praktyczne, ponieważ nie trzeba dzięki temu pokonywać płynącej pod kładką rzeki wpław, co za tym idzie, ma się suche ubrania, a i na sprzęt elektroniczny ma to pozytywny wpływ. Rzeka, która płynie pod kładką jest zbudowana głównie z wody i kamieni, a nazywa się Wisła. Co do samej kładki zbudowana jest z metalu i z drewna, pod barierkami ma puszczone takie wężyki, ze światełkami, więc jest tam jasno i kolorowo nocą. Młodzież i wymyśliła ponadto, że będzie obciążać konstrukcję kładki kłódkami, które oznaczają wieczną miłość. Świadczą o tym na przykład powyrywane fragmenty drucianej siatki, stanowiącej barierkę oraz sterczące stamtąd druty, które już nie są siatką. No i w ogóle to jest między Kazimierzem, a Podgórzem. Delektujcie się widokami.

Kraków, 21.08.2012
Kraków, 14.07.2012

Kraków, 14.07.2012

Kraków, 14.07.2012

Kraków, 14.07.2012

Kraków, 14.07.2012