02 kwietnia 2013

Oświęcim

Jakoś tak z rok temu opublikowaliśmy post, który był zapisem wielkanocnej wyprawy po Oświęcimiu. No i sprawa ma się tak, że w tym roku niestety nie udało się nam zorganizować żadnej wyprawy, bo śniegu naciulało po kolana. A i zdrowie już nie to - siwiejemy, a także grozi nam rozkoszna pulchność powodowana niechęcią do wysiłków oraz chęcią na piwko.
Nasi twórcy tekstów cierpią ponadto na niemoc twórczą i zaczynają pisać w niedopuszczalnie sensowny sposób. Cóż... Jak rapował BRX - czas leci... czas leci... czas leci...

No ale ogólnie jest fajnie, jak jest fajnie.

Dziś publikujemy kompilację zdjęć z Oświęcimia z różnych czasów. No...

Oświęcim, ul. Kolbego, 30.04.2012

Oświęcim, ul. Staffa, 03.11.2012

Oświęcim, Ławka w parku, 18.09.2012

Oświęcim, ul. Czarnieckiego, 05.04.2012

29 marca 2013

Sprzężenie Zwrotne. Część Piętnasta (ino zdjencia)


Idę sobie po ulicy
naokoło smród i gnój
myślę sobie nad swym życiem
przejebane jest jak chuj
Nie ma dla mnie miejsca tu
nie ma go gdzie indziej też
co mam robić? - spluwam w dół
przejebane przecież jest

przejebane przecież jest
i ty dobrze o tym wiesz

idę sobie po ulicy
w mrocznej bramie stoi dziwka
zarzygany brudny menel
bluzga na mnie z naprzeciwka
nie ma dla mnie miejsca tu
nie ma go dla ciebie też
bardzo chciałbym z tobą być
ale ty pierdolisz mnie

przejebane przecież jest
i ty dobrze o tym wiesz

Nigdy to nie zmieni się
Nigdy to nie zmieni się
Nie!

tekst: Patyczak, zdjęcia: O

Kraków, Zakopiańska, 26.10.2012

Kraków, Zakopiańska, 26.10.2012

24 marca 2013

Wiosna

Witamy, witamy,
Jakoś tam w tamtym tygodniu któregoś tam, ale nie pamiętamy którego, bo jesteśmy na wagarach od dłuższego czasu, więc nie świętujemy już dnia wagarowicza, w każdym razie łączyło się to zawsze z tym, że trzeba było zawsze topić tą kurwę Marzannę - co za tym idzie zwykle wprowadzało się wiosnę.
Jak podpowiada nam Wikipedia, pierwszy dzień wiosny jest również Światowym Dniem Zespołu Downa. No i tak se pomyśleliśmy, że bardzo adekwatne to jest obecnie, bo Pani Wiosna w tym roku chyba posiada nadprogramowy, trzeci dwudziesty pierwszy chromosom i nie ogarnia chyba, co należy robić...

No a ogólnie to poszliśmy raz fotografować sznury i punkty centralne no i w ogóle kompozycje różne, bo kumpel miał zaliczenie i ważna była strasznie niebieska godzina, cokolwiek to jest. No i owocem tego wypadu, oprócz odmrożonych dłoni i kolan, przeziębionych prawie pęcherzy i ogólnych wyziębień organizmów są pierwsze tej wiosny zdjęcia wiosny.
Zdjęcia pod wspólnym tytułem: "Wiosenny śmietas i pudełko na psie gówna w Krakowie".
Podziwiajcie i lubcie się między sobą.

Kraków, ul. Edwarda Dembowskiego, 22.03.2013

Kraków, ul. Edwarda Dembowskiego, 22.03.2013

Kraków, ul. Edwarda Dembowskiego, 22.03.2013

 
 JAK ŻYĆ?!

19 marca 2013

Raport z Polski + Gastronomia. Odcinek 1.

Ostatnio odwiedzilimy kilka miast w kraju. Było ich ze pięć. Bielsko - Biała, Katowice, Chorzów, Rzeszów, Oświęcim. No i jak to wygląda... Bielsko oraz Oświęcim, można powiedzieć, że trzymają poziom, ale tam wiemy, gdzie łazić... W pozostałych łaziliśmy tylko w oświetlonych miejscach w centrumach miast raczej, więc nie robiły jakoś roboty w naszej dziedzinie - nie przywieźliśmy żadnych fotek z nich. Smuteczek.

Na otarcie łez wrzucamy focie z Bielska - Białej i tym samym ruszamy z nowiuteńkim cyklem - będą to fotki z barów piwnych, lokali gastronomicznych, restauracji, tudzież z kiblów w nich zawartych. Wiadomo, o co chodzi.

Na pierwszy ogień leci bielski bar Dog's Bollock, który znajduje się w Bielsku. Na ZWM. Są to zdjęcia znad pisuaru oraz z kabiny z muszlą klozetową.
Ucałowania i uściski.

Bielsko - Biała, Dog's Bollocks, Rynek 28, 11.02.2013

Bielsko - Biała, Dog's Bollocks, Rynek 28, 11.02.2013

05 marca 2013

Publikacja pisana głowom.

 gjmnfcddddddddddddddddddddddx c  vc xcf ug hhujygtfrsvgbs mj n trrewerfcttgfvyhbujuxszsaaaassdfdgfgyhujbloj n 6g   nj  ju  mgy t r e wvs cd vf v bv vbvcccvvbnnmmminnnnnnnnnnnuyy hnjm bbbbbbbbbbbbmbbbbujm 54578uh

Kraków, Wrocławska, 19.09.2012

04 marca 2013

Są Huje We Wsi. Odcinek 2 (czy jakoś tak...)

No to tak, dzisiej jebnymy taki jakby post etnograficzno - kulturoznawczy.
Bo kuźwa, wiadomo jak jest ze sztuką ulicy w miastach. Historia graffiti na murach metropolii i takich pomniejszych miasteczek jest pewnie opisywana wszędzie szeroko i pewnie można by się pokłócić o wiele spraw, o wiele dat. No, nie o to nam chodzi. Mamy taki niuansik prosto ze ziemi oświęcimskiej.

Generalnie nie mamy zamiaru se przypisywać jakiejś ultra zajebistości i upierać się przy fakcie, że jest to zjawisko unikatowe i nigdzie indziej niewystępujące, ale dążym do tego, że wioski powiatu oświęcimskiego mają znamienitą tradycję, jak chodzi o stritart.

Bo jest tak, że proszę sobie wyobrazić, że jest noc z trzydziestego kwietnia na pierwszego maja. No i jest to takie jakieś coś, że brygady chacharów różnych i takich tam dzieciaków wszelkiej maści wyłażą tej nocy na ulice swoich wiosek.
Mają one te brygady ze sobą pędzle i wiaderka z białą farbą, a przede wszyskiem mają misję - chcą upstrzyć ulice, a konkretnie rzecz biorąc jezdnie, napisami, rysunkami i w ogóle twórczością.
Powody takiej publikacji są różne. W teorii najfajniejsza jest chęci skomentowania różnych wioskowych przywar - wtedy pisze się bezpośrednio przed domem ofiary, czyli tego, komu się chce dopiec, bo najczęściej te komentarze są jakoś tak nasycone takim specyficznym przekąsem, ale raczej bez wulgaryzmów, czy inwektyw; po prostu lakonicznie opisuje się jakieś fakty, z których mieszkaniec domu nie musi być całkiem dumny. Jeśli ofiara uzna, że ekipa malująca przegła bagietę, to z rana zamalowuje swój przytyk - najczęściej prostymi figurami geometrycznymi.
Może to też być prosta afirmacja życia, komentarz do sytuacji na wsi, tudzież w kraju, może to być chęć zdisowania wioski obok, czy pokazania swojej groźności. Pojawiają się czasem jakieś rysunki, ale z rzadka, bo ciężko się maluje pędzlem, który został w garażu po malowaniu grzejników, czy tam płotu. Często pisze się po prostu "1 MAJ", dla uczczenia tradycji.
Malowaniu towarzyszy także wyjmowanie furtek z zawiasów i wrzucanie ich do pobliskich rzek (tradycja mówi, że należy to czynić przy posesjach, na terenie których można znaleźć pannę na wydaniu, jednak chyba chęć siania chaosu troszeczkę bierze tutaj górę, bo najczęściej bierze się bramki na oślep).
Wiąże się to z tym, że o ile na pisanie po jezdni mieszkańcy patrzą przez palce, o tyle furtki są groźniejszą formą wandalizmu, bo łowienie takiej furtki jest uciążliwe, a poza tym nie wiadomo, jak daleko chłopcy tą furtkę wydrą, także tego... No to tak: mieszkaniec, który bardzo jest związany ze swoim wejściem na ogród powinien furtkę przywiązać, przypiąć łańcuchem, czy coś, bo w ten sposób często pali na panewce pomysł ukradzenia swojej furtki, a jeśli nawet nie, to zyskuje na czasie i jeśli czyha na posterunku, to może wyskoczyć przed dom i nakrzyczeć na ekipę, lub po prostu jednemu, czy drugiemu spuścić wpierdol.
Po drugie, często jeździ policja, więc akcje muszą być przeprowadzane na totalnym oriencie - zarówno malowanie, jak zdejmowanie bramek, czy tam co komu do łba strzeli.
Chyba w całym takim przedsięwzięciu najlepsze jest to, że istnieje opcja, że trzeba będzie zdupcać i śmieszne jest, jak wszyscy uciekają po rowach, orankach, krzokach i w ogóle, gdzie się da, zwłaszcza to jest śmieszne, jak tak na prawdę ucieka się bez powodu.

Jakoś w tamtym maju publikowaliśmy owoc działalności jednej z takich ekip, ale jakoś nam nie chciało się pisać, skąd to się wzięło. Dzisiejszy okaz także w tej tradycji ma swoje korzenie.

Tak to jest! Tak to wygląda.

Grojec, koło remizy, 06.05.2012


25 lutego 2013

Sprzężenie Zwrotne. Część Czternasta.

Czołem.
Przebywamy obecnie poza kwaterą główną, ale za to w domu i publikujemy poprzez mamin laptop, toteż nie mamy całkiem kompletnego archiwumu, właściwie to nie mamy go przy sobie wcale, ale żeby nie było tak źle, że nic się nie dzieje, to sprzęgniem zwrotnie po raz kolejny.

Proponujemy też poczytać se taką zabawną historyjkę z iście rewelacyjnym zwieńczeniem.

Historyjka:
Kiedyś, a było to w lecie, szedł se raz jeden chłop po ulicy. Szedł w szortach i krótkiej koszulce, prawdopodobnie także miał on okulary przeciwsłoneczne. No i szedł se, szedł se i patrzy a tu na witrynie McDonalda leży aparat. Wziął se go on.
No i leżał ten biedny aparat potem w takim pudełku, potem na lodówce, potem gdzieśtam się pałętał, aż w końcu został pożyczony. Ale nie tak prędko...
Bo tamten chłop, co go znalazł, swój aparat pożyczył też innemu chłopu, a tamten drugi nawet mu dokupił taki dekielek do obiektywu, co się kiedyś zgubił. I w każdym razie nie miał ten pierwszy chłop swojego aparatu, a jak wiadomo, było boże narodzenie, więc trzeba było porobić zdjęcia choince i tutaj wkroczył ten znaleziony aparat.
Zrobiono nim parę zdjęć, ale potem jakoś już się nie chciało i znów ten aparat leżał. I w tym momencie ni z tego, ni z owego, pojawił się trzeci chłop w tej historyjce i akurat chciał pożyczyć aparat, bo miał zamiar se porobić zdjęcia różnych krzoków. No.
Ale jak wrócił ten znaleziony aparat od tego trzeciego chłopa do tego pierwszego, co go znalazł, to przypomniała o sobie największa bolączka znlezionego aparatu - był znaleziony i nie posiadał okablowania, a laptop, którym dysponowano nie miał takiej szczelinki na kartę pamięci, naczy miał, ale inną jakąś. Właściwie, to karta była inna. Nie ważne.
No i wrócił ten aparat na półkę, bo na dodatek, nie dość, że mu się karta zapchała, to jeszcze padły akumulatorki, a ładowarka została w domu.
Leżał tak do momentu, gdy ten trzeci chłop się upomniał o swoje focie, czym sprowokował tego, co znalazł aparat, żeby ruszył do kogoś, kto ma taki sprzęt, co umożliwia przerzucenie fotek na dysk. No i tak się stało. Aparat odzyskał swoje megabajty na karcie.
Potem ten pierwszy chłop szedł na przyjęcie, bo akurat przyleciały takie dwa typy z emigracji, więc jest już pięciu chłopów w tej historii. No ale akurat oni nie grają w akurat tej historii tak ważnej roli, poza tym, że na ich cześć zorganizowano huczny bankiet, na którym pojawił się przelotem szósty chłop, który poniekąd jest sednem sprawy tutaj.
Jechał on akurat do Torunia i w celu, ażeby powitać tamtych chłopów, zawitał na przyjęcie i potem objuczony ciężką torbą ruszył z resztą tałatajstwa na miasto.
Zwierzył się on temu pierwszemu chłopowi, że, jak ostatnio był w Toruniu, to zobaczył parę fajnych wrzut, które akurat by pasowały na tą witrynę. Bo ten pierwszy chłop był naszym wywiadowcą. Pies pogrzebany był w tym, że jego telefon nie miał funkcji aparat. Wtedy ten pierwszy chłop powiedział temu szóstemu, że tak się składa, że ma on aparat w plecaku i mu go da, ale ten szósty musi sobie kupić cztery baterie i będzie git. Znaleziony aparat pojechał z szóstym chłopem do Torunia.
Właśnie tak się stało.

Na dodatek ten szósty typ w tej historii napisał nawet drobną notkę:
Polskie Toronto, Torn, TRN, Toruń. Miasto Kopernika i piernika. Perła gotyku pruskiego. od razu wiadomo że w tak światłym mieście, ludzie nie gęsi więc chuje kreslają. a w ich poszukiwaniu postanowiłem zbadać teren w koło sztuk pięknych czego efektem są te oto zdj
 BRAWO!

Podziękowania i ukłony w kierunku pana Filipa śle dowództwo.
A teraz materiał:

Toruń, 07.02.2013

Toruń, 07.02.2013

Toruń, 07.02.2013

Epilog:
Znaleziony aparat pojechał właśnie z siódmym typem, czyli dziadkiem tego pierwszego typa, do sanatorium.

KONIEC!