17 marca 2014

owczarek aresztowany na smyczy za posiadanie.

Czołem!
Dawno kosmos nie obcował z naszymi ujawnieniami, więc pora to zmienić.
Być może są wśród miliardowej publiczności ludzie, dla których liczą się cyferki. We wstępie do tej szokującej publikacji pragniemy wyjść do nich z fantastycznym doniesieniem, które dostarczy nielichych wzruszeń oraz masę radości.
Otóż to, co czytacie, ma numer 111. Co z tego zapytacie. Otóż sugerujemy zapytać się swojego sumienia.
Możecie na przykład pomnożyć razy dziewięć i otrzymać nazwę pankowej kapeli z nurtu, którego numerek otrzymacie, jeśli odejmiecie od tego 111 numerek Shaq'a z czasów jak grał w Lakersach. Ogólnie sporo zabawy. Na przykład też możecie se pomnożyć to razy sześć i otrzymane trzy szóstki wykorzystać w jakiś sposób podczas przyjęcia, próbując opętać koleżanki i kolegów mocą diabła.

Tyle w kwestii wstępu. Rozwinięcia jeszcze nie dowieźli, więc to koniec na dziś.
Prosimy o rozejście się do domów i rozwinięcie się we własnym zakresie.
Ale wpierw możecie zobaczyć foteczki, bo przypominamy, że po to się tu przychodzi. Jest dziś ich jedna sztuka.

Kraków, schody na stację Zabłocie, 05.04.2012





17 lutego 2014

Kwaśniewski z wąsami.

Cześć,
dalej nic. Ale jako, że jest zimą wiosna, mamy dla Was żart, który wprawi w dobry nastrój. Dowcip jest rzecz jasna zasłyszany. Na VHS.

Leci samolotem Polak, Rusek, Niemiec, Czech, Chińczyk, Włoch, Boliwijczyk, Wenezuelczyk, Hiszpańczyk, drugi Chińczyk, bo to duży kraj, Mongoł, Japończyk, Murzyn, Słowen, Arab. I tak lecą samolotem, lecą i nagle skrzydła odpadły.
No to Arab wyskakuje. No to Słowen wyskakuje. No to Murzyn wyskakuje. No to Japończyk wyskakuje. No to Mongoł wyskakuje. No to Chińczyk wyskakuje. No to Hiszpańczyk wyskakuje. No to Wenezuelczyk wyskakuje. No to Boliwijczyk wyskakuje. No to Włoch wyskakuje. No to drugi Chińczyk wyskakuje. No to Czech wyskakuje. No to Niemiec wyskakuje. No to Rusek wyskakuje.
Jak został sam Polak, skrzydła odrosły.

Uszanowanie.

Oświęcim, przejście między Jagiełły a Piastowską, 26.07.2013

08 stycznia 2014

buzowały gluty w twojej twarzy.

Zamiar jest taki, żeby opublikować publikację, jednak nie. Całe biuro, każdy, kto kiedykolwiek tworzył jakąkolwiek treść, która potem miała być tu umieszczona, czyli po prostu każdy, mówi, że pomysły się skończyły. Wypalenie nastało.

W związku z tym pragniemy przedstawić poradnik tynkarza, skradziony z forum muratordom.pl. Autorem jest użytkownik Waldon. Publikujemy przedruk. Teraz!

na pocztek zgromadz takie narzedzia:
lata do scigania - 40PLN
lata trapezowa - 40PLN
paca do nakladania i kielnia 30PLN
paca gabkowa i paca do wygladzania ok 50PLN
i materialy:
tynk gipsowy reczny 30kg (przy grubosci 1 cm wychodzi 3m2 z worka) ok 30 PLN lub maszynowy ok 20PLN
i 250 ml gruntu prowadnice ewentualne narozniki .
i uzbieralo sie 200 za 3m2 tynku bez robocizny

ale jak to cie nie przeraza to kroki nastepne:
1.gruntowanie przy pomocy pedzla
2. osadzenie prowadnic (wskazane dla pocztkujcych) i wypionowanie, osadzenie ktowników i wypionowanie- wszystko ustawiasz tak aby otzrzymac ok 1 cm grubosci tynku
3. nakladanie za pomoca pacy i kielni
4. sciganie lata typu h do utrzymania równej powierzchni, braki uzupelniamy i ponownie sciagamy
5.sciaganie do równej powierzcni lata trapezowa
6. dajemy czas ok 1-2godzin na zwizanie
7.gabkujemy do uzyskania matowej powierzchni (mleczka)
8. wyrównujemy paca do wygladzania
tak w skrócie jak masz wicej pytan to pisz
pozdro


Prosimy nie pisać w razie pytań, bo nie mamy bladego pojęcia o niczym, co powyżej.

Oświęcim, ul. Czarnieckiego, 22.06.2013


29 grudnia 2013

I like turtles.

Analizując ostatnio oś czasu, doszliśmy do wniosku, że umkło nam złożenie życzeń z okazji pana Chrystusa pod choinką.
Pragniemy naprawić ten haniebny błąd. Z okazji tego, że inny pan Chrystus się niedługo urodzi, albo ten sam się urodzi po raz drugi, składamy serdeczne życzenia na wasze ręce. Mowa tu o prawosławnych urodzinach tego pana. A życzymy z tej okazji spełnienia Marzen - żeby każda Marzena na świecie robiła to, co lubi i żeby w tym mięsnym, czy tam gdzie indziej Marzeny pracują, płaca była satysfakcjonująca, a i żeby mogły sobie w wolnych chwilach spędzać czas.
Żeby nie było, że robimy sobie jaja (bo jaja to przecież te drugie święta) i żeby nie dopadła nas jakaś prawosławna bojówka ekstremistyczna, przechodzimy teraz do materiału.
KURTYNA!

Oświęcim, Park, 22.12.2013

Oświęcim, Park, 22.12.2013

Oświęcim, Park, 22.12.2013

Oświęcim, Park, 22.12.2013

Oświęcim, Park, 22.12.2013

29 listopada 2013

k'mą!

[tekst dostępny jedynie w czwartej gęstości]*



*jeśli przeczytałeś, że "tekst dostępny jedynie w czwartej gęstości", z całą pewnością nie jesteś reptilianiem, ale jak Ci bardzo zależy, żeby to przeczytać - skontaktuj się z Krisem Kristoffersonem (tym wiesz - z Konwoju), tylko, że on może nie znać polskiego, więc może się nie udać.

Możesz oglądnąć TEN klip.

Kraków, ul. Na Zjeździe, 30.12.2012

Kraków, ul. Na Zjeździe, 30.12.2012





27 listopada 2013

Sprzężenie Zwrotne. Część Dwudziesta Szósta.

Uprasza się teraz uważać na to, co jest tu napisane.
No bo, proszę państwa, tym razem nie będziemy sobie a muzom szczekać na psy.
Bo, proszę państwa, dziś naszła nas taka refleksja...
Bo podobno istnieją ludzie, którzy wierzą, że ktoś kiedyś uknuł taki system motywacyjny (być może, że to chyba jacyś bodzy zdajsie i to dawno, także ten, albo czy to jest po prostu... jakoś tak...).W każdym razie, ten system mówi, że jak coś tam się robi, to jak się dobrze robi tym, to nam też będzie zrobione dobrze w jakiś tam sposób. Natomiast jak się zrobi źle, to nie ma siły - należy się liczyć z klepami znikąd.
I ci ludzie, co w to wierzą, mniej więcej w myśl takich zasad robią różne rzeczy. Przy okazji należy nadmienić, że według tych ludzi, bardziej się opłaca robić dobre rzeczy, bo tu też się walczy o to, żeby nie zamienić się w którymś momencie w coś chujowego, jak na przykład glizda. No, ale mniejsza z tym, bo to było tylko wprowadzenie.
Refleksja na dziś: jak coś robisz, to to do ciebie wraca. Ci tam powyżej robią dobre rzeczy i dobre rzeczy do nich z kosmosu wracają. Zupełnie, jak a z naszą działalnością - Puszczamy w eter fotki fiutów na murach, dostajemy zdjęcia kutasów z murów całego kosmosu. Zasada działa idealnie.
-  Karma - powiedział tajemniczym głosem ktoś z tłumu czytelników.

-  Dokładnie tak... - odpowiedziała stanowczo osoba pisząca ten tekst - ale w tym tekście nie wprowadzamy dialogów - dodała osoba pisząca ten tekst, wracając do normalnej narracji, a co za tym idzie, przeszła do sedna meritum.


Na potwierdzenie tego, co zostało powiedziane przedstawiamy taką sytuację:
Oto dziś zupełnie ni sąd ni zowąd, z odległych przestrzeni, za pośrednictwem wiadomości e-mail, dotarł do nas komunikat. Z Lublina.
Oto on, zapraszamy.

Witam. Od chwili, w której odnalazłem wasz blog, nie mogłem przeboleć tego, że godnej reprezentacji na nim nie ma moje rodzinne miasto - Lublin.
A przecież Lublin jest równie bogaty w kutachy na murach, co w legendy, Cyganów i bezrobotnych!
Te trzy to tylko wycinek tego, co można tu znaleźć. Kutachy wykonano w okolicach Teatru Andersena (cały Lublin!), przy ulicy Dominikańskiej 1, zapewne rękoma rdzennych mieszkańców Starego Miasta. Ten bez cyferki to huj zaledwie werbalny, lecz nie pozbawiony wyrazu. Dwójkę mój kolega określił jako "lubelską odpowiedź na Lekcję anatomii doktora Tulpa". Ten oznaczony trójeczką jest z nich najzwyklejszy i najbardziej prozaiczny, bo został narysowany na szlabanie.

Mam nadzieję, że nie będzie to ostatnia dostawa zdjęć ode mnie.

Pozdrawiam!

Dziękujemy Panu Patrykowi z Lublina, dzięki któremu, jak nam się wydaje, równowaga hujstwa w kosmosie została póki co obroniona. Można spać spokojnie, bo na całe szczęście te zdjęcia trafiły w dobre ręce.

- Patrykowi, Wdzięczni Rodacy
Lublin, 25.11.2013, BEZ CYFERKI
Lublin, 25.11.2013, 2
Lublin, 25.11.2013, 3



(aplauz)

13 listopada 2013

hulaj dusza - piekła nie ma. nie ma boga - hulajnoga.



Co tu dużo gadać. Nie ma hi hi, nie mówiąc o ha ha.
Dziś na sztywno i poważnie.
Do tego stopnia, że zaleca się włożyć koszul biały, podwiązać fontaź pod szyją, spodnie nienaganne na kant, buciwo natrzeć łojem, a potem wypucować, w garść goździk i bagnet na broń łamane przez but w butonierce.
I jak wychodzisz, to zamknij mieszkanie. I sprawdź, czy wyłączyłeś żelazko, drogi czytelniku. I wróć się jeszcze z klatki i sprawdź, czy zamknąłeś mieszkanie. No.

W tamtym miesiącu mało było stereotypu. Na dobrą sprawę to był najbardziej przymrużony miesiąc, jaki do tej pory dane im było przeżyć. Trwała powściągliwość  - daleko było do bujnej secesji, która co dzień, przed zaśnięciem zaprząta głowę. Było mgliście, choć jasno i ciepło.
Drogi pokrywały jeszcze zdechłe kończyny drzew, zaś dziury wypełniał rdzawy szlam, który rozpływał się szczelinami, po czym znikał.
Codzienności zdarzało się zaburzyć. Nocą czuło się dzień, zaś w dzień, na miejsce, dajmy na to południa, wskakiwała północ i trzymała się gwiezdnymi ząbkami, dopóki nie odgonił jej ostry zapach kawy przedzawałowej. Przy ucieczce północ naciągała kotom ogony, wiązała supły na ptasich gardłach, deptała nowalijki, albo podbierała z lodówek.
Pewne były tylko zastane od lat budynki, w których duszę rysowały kroki stałych bywalców. Czczący świętą trójzmienność robotnicy, siłą wklejeni w ulicę pijacy, ożywieni lunatycy, zwyrodnialcy, zakochani, lub najzwyklej pierdolnięci. Wszyscy gdzieś się szwędali niezależnie od pory. Pierogi już całkiem ostygły.
A tamci, to już w ogóle... Liczyli prześwity asfaltu, pękające, jak włosowate naczynka, pomiędzy łatami. Było do tej pory osiem. Pomiar był bardzo niedokładny. Chodziło o urozmaicenie. Tamci byli z najgorszych. Ze znudzonych.
Pierogi były obudowane zadziwiająco małym kioskiem. Kiosk nigdy nie będzie zbyt szczęśliwym lokum dla punktu gastronomicznego. Kwestia estetyki, klaustrofobii, albo jeszcze czegoś innego. Po prostu nie.
Przykładanie tamtej obudowy pierogów do jakiegokolwiek kryterium mijało się z celem. Takie miejsca widywało się rzadko nawet na dworcach kolejowych. Zdawało się, że nędza i odarte ściany wyssały przestrzeń z tamtego miejsca do tego stopnia, że powierzchnię każdego stolika trzeba było przeciąć na dwa, żeby można było odebrać zamówienie z okienka. Nie wiadomo, co mocniej kopało - ściany, czy kalendarze, które miały maskować ich mankamenty.
Pewien pan, któremu wszystko było jedno, siedział naprzeciwko stolika, na którym ustawiono pierogi. Zarówno pana, jak i jego pierogi można było już wpisać na listę oczekujących na miano stałego wystroju kiosku. Pan jednak zrzekł się kandydatury i odstawiając pusty kufel zaprzepaścił godziny, dni, a może nawet miesiące dekorowania sobą pustego prawie kiosku. Na domiar złego wstał, zapłacił i wyszedł.

+ wersja dla opornych:

Lezą se luzie o jakiejś dzikiej porze, a tam chłop wychodzi z baru mlecznego. Pewno najebany.

Liszki, ul. Krakowska, 31.11.2013