Niegdyś, a było to jakoś tak dwa tygodnie temu - we wtorek, miała miejsce delegacja, której celem było, żeby połazić i ogólnie pobyć w Katowicach (woj. Śląskie). Ekipę przytłoczyła nowoczesność miasta. Supcio była filharmonia, czy co to tam było - w każdym razie taki jakiś nowy budynek z serii tych, do których raczej nie zaglądamy, a może szkoda.
Obok tego postawili taki jakby park, w którym postawili takie różne sprzęty do wydawania dźwięków. Metalowe - te sprzęty. Jakieś tam bębny, instrumenty strunowe ze stalowymi żyłkami, jakieś ruły, w które można uderzać, jakieś takie okrągłe talerze, jakby, na których się staje butami i się kręci - takie jakby płaskie karuzelki, które grzechoczą.
Ochoczo przystąpiono do nieskrępowanego nadupcania w wyżej wymienione obiekty. Kłopoty pojawiły się, gdy dały o sobie znać nieodkryte wcześniej lęki społeczne.
Konkretnie - nad każdym stanowiskiem umieszczona została kamerka. Naturalna sprawa, bo jak się coś stawia, to trzeba się liczyć z faktem, że mogą przyjść i rozdupcyć. Jednak, kiedy ekipa uświadomiła sobie obecność tychże kamer, pojawiła się refleksja, żeby zaprzestać oddupcania, bo jeszcze na jutube wrzucą. Rzecz jasna pokojowego oddupcania, nieukierunkowanego na destrukcję.
No i speszyli my się i trzeba było se iść dalej.
A dalej, w każdej knajpie, do której my trafiali, leciały poguesy, dablinersy i tak dalej. Gdzieniegdzie nawet sountrack z Bravehearta. Ponoć z okazji, że świento papryka.
Poczyniono jedno zdjęcie w drodze na PKS. Bez flesza. Back to the primitive.
31 marca 2015
22 lutego 2015
Shine on You Crazy Diamond
Uroczyście inauguruje się właśnie kolejny rok działalności.
Ten wpis miał się pojawić już dawno w sumie i miał być bardziej spektakularnym wydarzeniem, bo miał zostać nadany z autobusu. Z urządzenia mobilnego. No ale nie umiemy i bedziemy pisać z komputera przez wifi.
No to tera... Wywód na dziś:
W kilku postach z poprzednich lat sygnalizowane było, że prześladuje nas kawałek z tekstem: Świat się nie kończy, świat się zaczyna. To trwało długo i było uciążliwe. Kąsało wrażliwość, jak kąsacz z Gothica, czyli krótko mówiąc bardzo kąsało. Nie tak fajnie jakoś podgryzało sobie, jak chomiczki winogronka, czy coś... To kurwa znienacka wbijało zębiska w sam środek mózgu i wysysało do cna melatoninę z szyszynki. A jak się człowiek nie wyśpi, to wszystko w pizdu... Innym razem wpierdalało cały zapas endorfin, niczym jebany wysysacz kóz, po czym uciekało niezauważone poklaskując jeszcze z dystansu. Czasem po prostu wkurwiało, na wzór komara. I nie poradzisz.
Jednak niedawno nadeszło wybawienie. Oswobodzenie spod terroru wyżej wymienionego wersu. Tak na pierwszy rzut oka. Bo tak na prawdę podziało się jeszcze gorzej.
Przypałętało się to to, jak zazwyczaj w takich przypadkach bywa rano, trochę na nieświadomce. Źródłem było radio chyba. Do tej pory staraliśmy się ignorować alarmujące doniesienia znajomych w stylu: e, staaary, ale chujową piosenkę dziś słyszałem w robocie, ocipiejesz - gwarantuję. Poza tym po takim zaanonsowaniu, to jak ta chujowa piosenka od kumpla szła z jutuba, czarna magia nie działała. Kończyło się najczęściej lakonicznej dezaprobacie, coś jak: no, faktycznie chujowa, weźże to wyłącz, bo nie szczymie...
Tak więc kiedyś, w tamtym tygodniu, co był przed tym tygodniem, niefortunnie zapadła decyzja, żeby wykorzystać radio, jako budzik. Bo budzik nie budził nic a nic.
Poddaliśmy wszystkich znajdujących się w potencjalnym polu rażenia różnym działaniom profilaktycznym, które podnosiły odporność na Kombi przez dwa i, na wałki Perfektu, całą paletę chujenki ze Stanów, nawet na Kukiza z Borysewiczem i Śniadanie Do Łóżka w wykonaniu Piaska - Piasecznego. Przygotowanie wydawało się wzorowe. Można było działać. Budzik ciach na wybraną godzinkę, pyk dziada pod wzmacniacz i zaczynamy spać! Ale kurwa klawo!
Ostatecznie telefon się rozładował w nocy i radio nie włączyło się wcale. Bo to radio miało iść z telefonu tak wogle...
Wróćmy jednak do tematu. Jako, że obowiązuje właśnie zima (ponoć), to ktoś postanowił jebnąć se lodowisko pod naszym prawie oknem. Naczy, no po drugiej stronie rzeki, tam przy drodze - lecz to jest ciągle na tyle blisko, żeby siać spustoszenie. To jest największe kurwa, odkryte lodowisko w kraju. No to poszło... Ace of Base przeplatane hitami z radia, a na dojebkę Stachurski. Tego nikt się nie spodziewał w najśmielszych wizjach.
Od razu okazało się, że błędem było twierdzenie, iż kawałki, które natenczas wiater nosił po rewirze, to jest jakaś tradycyjna muzyka busiarzy - po prostu muzyka z busa, albo jakaś rzadko aktualizowana składanka z telezakupów mango (coś w stylu Nutki Dla Busistów, czy tam Platynowa Kolekcja Szofera). Wzięło się ono (to przekonanie) stąd, że nazbyt pochopnie ograniczyliśmy obszar występowania opisywanych przejawów twórczości ludzkiej - właśnie do busów i pekaesów, w których zwykle mieliśmy z tymi przejawami do czynienia.
Możliwe, że zadziałał mechanizm wypierania niewygodnej prawdy - tak po prawdzie.
No i bębni dalej to lodowisko całymi dniami. Przez to dało się zaobserwować wiele często wracających, wprost chujowych tworów, których stan dotychczasowej wiedzy nie obejmował. Tworów zupełnie nowych, ciągnących za sobą nieznane, w wysublimowany sposób spierdolone, zjawiskowo zjebane wariacje na temat swądu kupska, który wydawał się już być tematem dawno wyeksploatowanym i niezdolnym do szokowania.
Mowa oczywiście o swądzie metaforycznym, bo przecież uszami na szczęście się nie ma powonienia raczej. Albo znowu nam coś umyka.
W każdym razie finał tej historii jest taki, że na miejsce tamtej linijki z repertuaru klaskających ćwoków wbił się z impetem dużo bardziej irytujący zestaw złotych myśli, na które póki co szczepionki nie ma. Oto materiał poglądowy:
Że taką chujnię ktoś śpiewać chcieć może - smutno mi boże.
Więc tego... Co by tu... aaaa, no - zdjęcie:
Ten wpis miał się pojawić już dawno w sumie i miał być bardziej spektakularnym wydarzeniem, bo miał zostać nadany z autobusu. Z urządzenia mobilnego. No ale nie umiemy i bedziemy pisać z komputera przez wifi.
No to tera... Wywód na dziś:
W kilku postach z poprzednich lat sygnalizowane było, że prześladuje nas kawałek z tekstem: Świat się nie kończy, świat się zaczyna. To trwało długo i było uciążliwe. Kąsało wrażliwość, jak kąsacz z Gothica, czyli krótko mówiąc bardzo kąsało. Nie tak fajnie jakoś podgryzało sobie, jak chomiczki winogronka, czy coś... To kurwa znienacka wbijało zębiska w sam środek mózgu i wysysało do cna melatoninę z szyszynki. A jak się człowiek nie wyśpi, to wszystko w pizdu... Innym razem wpierdalało cały zapas endorfin, niczym jebany wysysacz kóz, po czym uciekało niezauważone poklaskując jeszcze z dystansu. Czasem po prostu wkurwiało, na wzór komara. I nie poradzisz.
Jednak niedawno nadeszło wybawienie. Oswobodzenie spod terroru wyżej wymienionego wersu. Tak na pierwszy rzut oka. Bo tak na prawdę podziało się jeszcze gorzej.
Przypałętało się to to, jak zazwyczaj w takich przypadkach bywa rano, trochę na nieświadomce. Źródłem było radio chyba. Do tej pory staraliśmy się ignorować alarmujące doniesienia znajomych w stylu: e, staaary, ale chujową piosenkę dziś słyszałem w robocie, ocipiejesz - gwarantuję. Poza tym po takim zaanonsowaniu, to jak ta chujowa piosenka od kumpla szła z jutuba, czarna magia nie działała. Kończyło się najczęściej lakonicznej dezaprobacie, coś jak: no, faktycznie chujowa, weźże to wyłącz, bo nie szczymie...
Tak więc kiedyś, w tamtym tygodniu, co był przed tym tygodniem, niefortunnie zapadła decyzja, żeby wykorzystać radio, jako budzik. Bo budzik nie budził nic a nic.
Poddaliśmy wszystkich znajdujących się w potencjalnym polu rażenia różnym działaniom profilaktycznym, które podnosiły odporność na Kombi przez dwa i, na wałki Perfektu, całą paletę chujenki ze Stanów, nawet na Kukiza z Borysewiczem i Śniadanie Do Łóżka w wykonaniu Piaska - Piasecznego. Przygotowanie wydawało się wzorowe. Można było działać. Budzik ciach na wybraną godzinkę, pyk dziada pod wzmacniacz i zaczynamy spać! Ale kurwa klawo!
Ostatecznie telefon się rozładował w nocy i radio nie włączyło się wcale. Bo to radio miało iść z telefonu tak wogle...
Wróćmy jednak do tematu. Jako, że obowiązuje właśnie zima (ponoć), to ktoś postanowił jebnąć se lodowisko pod naszym prawie oknem. Naczy, no po drugiej stronie rzeki, tam przy drodze - lecz to jest ciągle na tyle blisko, żeby siać spustoszenie. To jest największe kurwa, odkryte lodowisko w kraju. No to poszło... Ace of Base przeplatane hitami z radia, a na dojebkę Stachurski. Tego nikt się nie spodziewał w najśmielszych wizjach.
Od razu okazało się, że błędem było twierdzenie, iż kawałki, które natenczas wiater nosił po rewirze, to jest jakaś tradycyjna muzyka busiarzy - po prostu muzyka z busa, albo jakaś rzadko aktualizowana składanka z telezakupów mango (coś w stylu Nutki Dla Busistów, czy tam Platynowa Kolekcja Szofera). Wzięło się ono (to przekonanie) stąd, że nazbyt pochopnie ograniczyliśmy obszar występowania opisywanych przejawów twórczości ludzkiej - właśnie do busów i pekaesów, w których zwykle mieliśmy z tymi przejawami do czynienia.
Możliwe, że zadziałał mechanizm wypierania niewygodnej prawdy - tak po prawdzie.
No i bębni dalej to lodowisko całymi dniami. Przez to dało się zaobserwować wiele często wracających, wprost chujowych tworów, których stan dotychczasowej wiedzy nie obejmował. Tworów zupełnie nowych, ciągnących za sobą nieznane, w wysublimowany sposób spierdolone, zjawiskowo zjebane wariacje na temat swądu kupska, który wydawał się już być tematem dawno wyeksploatowanym i niezdolnym do szokowania.
Mowa oczywiście o swądzie metaforycznym, bo przecież uszami na szczęście się nie ma powonienia raczej. Albo znowu nam coś umyka.
W każdym razie finał tej historii jest taki, że na miejsce tamtej linijki z repertuaru klaskających ćwoków wbił się z impetem dużo bardziej irytujący zestaw złotych myśli, na które póki co szczepionki nie ma. Oto materiał poglądowy:
- Żadnego końca świata dziś nie będzie, bo w Tokio jest już jutro. Wciąż waham się, wciąż chcę cię mieć, chce chcę pewność absolutną.
- Wiem, co to znaczy, wiem. Nie odnajdzie nas już ten kolejny dzień. Nie, nie jest aż tak źle, jutro udam, że to tylko zwykły sen.
- Więc przyszedłeś do mnie, a ja nie wiem co mam zrobić z tym, bo ja jednak nie jestem sama, ha! Chociaż chciałam żebyś ze mną był, o tak!
Że taką chujnię ktoś śpiewać chcieć może - smutno mi boże.
Więc tego... Co by tu... aaaa, no - zdjęcie:
![]() |
| Kraków, ul. Dominikańska, 04.02.2015 |
31 grudnia 2014
Włączamy niskie ceny. Włączamy niskie ceny.
Witamy wszystkich w tym samym roku, co ostatnio, ale w innym, niż następnym razem. To pewne, bo nawet, jeśli po dzisiejszym spotkaniu towarzyskim wytrzeźwiejemy, to można powiedzieć, że najwcześniej w przyszłym roku. Taki błyskotliwy początek.
Nie będziemy składać życzeń noworocznych. Nie będziemy rwać kamieni z bruku. Nie będziemy niszczyć trotuarów. Tak na prawdę piszemy w zupełnie innej sprawie.
Bo były święta, nie? Na święta się jedzie do mamy, nie? A tam z kolei jest telewizor.
No to któregoś dnia, konkretnie chyba, jak żeśmy wrócili z ekspedycji do Delty Ulgi Macochy połączonej z kompleksowym pobytem u Gospodyni Włosieni (to jest materiał na inną opowieść, ale operując najbardziej skrótowym skrótem: "trampki, dżimsy i katanka, brąksik w knajpie, popalanka (...) ciemne interesy nabijają kasę, złoty łańcuch na owłosionej klacie"; i o to chodzi i o to chodzi.)
No, ale rzekło się o telewizorze coś tam, do sedna. Wrócilimy, a następnie jedząc jakieś jedzenie, które zostało po świętach, trafiliśmy, że w telewizorze były Wiadomości.
"Świat się nie kończy, świat się zaczyna". Tak se pomyśleliśmy, zupełnie nie wiadomo, dlaczego, ale trzy setki rumu mogą nas trochę tłumaczyć... Potem pomyśleliśmy, że "no kurwa, jak już leci, to niech leci, poza tym pilot daleko". No i klamka zapadła. Ciachbajera. Oglądamy dziennik.
I w tym miejscu aż chce się po raz kolejny cytować tekst poetycki utworu muzycznego... Wiecie, ten, że znów pragnę śmierci, że wracają stare lęki i nie mogę w nocy spać. Że ból przemijania, że choroby, wojny, rozpacz, że mam już dość leżenia pod kałużą, ratuj mnie jesienny mały boże. Ale nie zacytujemy tego z dwóch powodów.
Po pierwsze, primo, cytowaliśmy to dużo razy i nie chcemy się powtarzać.
Po drugie, primo, jakby były trzy cytaty w tekście, to byłby przesyt, a dwa już są i chcemy jeszcze jeden dać.
Biorąc powyższe uwagi pod uwagę, piszemy kolejny cytat, który oddaje sedno tego, cośmy zobaczyli w serwisie informacyjnym telewizji publicznej: "na wschodzie wojna, na zachodzie wojna, brat zabija brata. zbrodniarze na tronach".
Dlaczego tak piszemy?
No bo w dzienniku TVP był poruszający materiał odnośnie tego, że obywatele Moskwy (Rosja) są ubodzy dużo bardziej, niż kiedyś. A nawet dużo bardziej, niż rok temu. Konflikt na Ukrainie oraz sankcje, jakie zostały nałożone na Rosję przez Świat Zachodu, doprowadziły do tego, że masa moskwian nie ma zupełnie pieniędzy, żeby udać się na snołbord do Zakopca, przez to muszą jeździć tam, gdzie ten taki jakby nowy Małysz zdobył dwa złote medale. Ogólnie to jest smutna sytuacja dla nich do tego stopnia, że nawet panie w biurach podróży nie wiedzą za bardzo, co z tym zrobić.
Tak na prawdę, to jako zagorzali tyłownicy pracy, pasywiści społeczni i radykalni przeciwnicy aktywności fizycznej powinniśmy się tym nie przejmować. Albo wręcz nie powinniśmy się tym przejmować.
No ale ci snołbordziści...
Rosyjscy snołbordziści, których nawet nie stać, żeby się w Tatry kopnąć.
Rosyjscy snołbordziści, którzy Nowy Rok prędzej spędzą w Soczi, niż w Zakopanem.
Rosyjscy snołbordziści, którzy wyszli w pełnym rynsztunku na ulice.
Na te ulice, którymi niegdyś sam Woland mógł się przechadzać.
Na te ulice grudniowe pozbawione śniegu.
Na te moskiewskie, grudniowe ulice wyzute z orczyków i pagórków.
Widok smutnych oczu tych biednych ludzi rozmiękczył nasze serca. Niczym nowy Perwoll z balsamem. O LOSIE!
Nie będziemy składać życzeń noworocznych. Nie będziemy rwać kamieni z bruku. Nie będziemy niszczyć trotuarów. Tak na prawdę piszemy w zupełnie innej sprawie.
Bo były święta, nie? Na święta się jedzie do mamy, nie? A tam z kolei jest telewizor.
No to któregoś dnia, konkretnie chyba, jak żeśmy wrócili z ekspedycji do Delty Ulgi Macochy połączonej z kompleksowym pobytem u Gospodyni Włosieni (to jest materiał na inną opowieść, ale operując najbardziej skrótowym skrótem: "trampki, dżimsy i katanka, brąksik w knajpie, popalanka (...) ciemne interesy nabijają kasę, złoty łańcuch na owłosionej klacie"; i o to chodzi i o to chodzi.)
No, ale rzekło się o telewizorze coś tam, do sedna. Wrócilimy, a następnie jedząc jakieś jedzenie, które zostało po świętach, trafiliśmy, że w telewizorze były Wiadomości.
"Świat się nie kończy, świat się zaczyna". Tak se pomyśleliśmy, zupełnie nie wiadomo, dlaczego, ale trzy setki rumu mogą nas trochę tłumaczyć... Potem pomyśleliśmy, że "no kurwa, jak już leci, to niech leci, poza tym pilot daleko". No i klamka zapadła. Ciachbajera. Oglądamy dziennik.
I w tym miejscu aż chce się po raz kolejny cytować tekst poetycki utworu muzycznego... Wiecie, ten, że znów pragnę śmierci, że wracają stare lęki i nie mogę w nocy spać. Że ból przemijania, że choroby, wojny, rozpacz, że mam już dość leżenia pod kałużą, ratuj mnie jesienny mały boże. Ale nie zacytujemy tego z dwóch powodów.
Po pierwsze, primo, cytowaliśmy to dużo razy i nie chcemy się powtarzać.
Po drugie, primo, jakby były trzy cytaty w tekście, to byłby przesyt, a dwa już są i chcemy jeszcze jeden dać.
Biorąc powyższe uwagi pod uwagę, piszemy kolejny cytat, który oddaje sedno tego, cośmy zobaczyli w serwisie informacyjnym telewizji publicznej: "na wschodzie wojna, na zachodzie wojna, brat zabija brata. zbrodniarze na tronach".
Dlaczego tak piszemy?
No bo w dzienniku TVP był poruszający materiał odnośnie tego, że obywatele Moskwy (Rosja) są ubodzy dużo bardziej, niż kiedyś. A nawet dużo bardziej, niż rok temu. Konflikt na Ukrainie oraz sankcje, jakie zostały nałożone na Rosję przez Świat Zachodu, doprowadziły do tego, że masa moskwian nie ma zupełnie pieniędzy, żeby udać się na snołbord do Zakopca, przez to muszą jeździć tam, gdzie ten taki jakby nowy Małysz zdobył dwa złote medale. Ogólnie to jest smutna sytuacja dla nich do tego stopnia, że nawet panie w biurach podróży nie wiedzą za bardzo, co z tym zrobić.
Tak na prawdę, to jako zagorzali tyłownicy pracy, pasywiści społeczni i radykalni przeciwnicy aktywności fizycznej powinniśmy się tym nie przejmować. Albo wręcz nie powinniśmy się tym przejmować.
No ale ci snołbordziści...
Rosyjscy snołbordziści, których nawet nie stać, żeby się w Tatry kopnąć.
Rosyjscy snołbordziści, którzy Nowy Rok prędzej spędzą w Soczi, niż w Zakopanem.
Rosyjscy snołbordziści, którzy wyszli w pełnym rynsztunku na ulice.
Na te ulice, którymi niegdyś sam Woland mógł się przechadzać.
Na te ulice grudniowe pozbawione śniegu.
Na te moskiewskie, grudniowe ulice wyzute z orczyków i pagórków.
Widok smutnych oczu tych biednych ludzi rozmiękczył nasze serca. Niczym nowy Perwoll z balsamem. O LOSIE!
[***AKTUALIZACJA***]
Bo opublikowalimy posta, ale jakoś tak dziwnie się nam zrobiło, bo
pierwszy raz nie było materiału fotograficznego, który byłby zrobiony
aparatem komórkowym, albo fotograficznym należącym do prostego
człowieka.
Postanowiliśmy zajrzeć do sklepiku w celu wsparcia państwowego monopolu oraz światowych koncernów tytoniowych. Idziemy, idziemy, idziemy...
Postanowiliśmy zajrzeć do sklepiku w celu wsparcia państwowego monopolu oraz światowych koncernów tytoniowych. Idziemy, idziemy, idziemy...
WTEM!
![]() |
| Bielany, ul. Główna, 31.12.2014 |
![]() |
| Bielany, ul. Główna, 31.12.2014 |
![]() |
| Bielany, ul. Główna, 31.12.2014 |
![]() |
| Bielany, ul. Główna, 31.12.2014 |
19 grudnia 2014
Potlacz. Leczo. Czukcze.
Właśnie wyczesywane były z dywanu drobinki mielonej kawy, gdy uwagę przykuły odciski dłoni na białych kafelkach wykonane keczupem. Porcelana była wszędzie. Była, bo obecnie skompresowano ją w czerwonym koszyku na kółkach. Takim z biedronki. Tym, w którym zawsze leżały majty do prania.
Majty do prania natomiast lokuje się obecnie między ścianą, a pralką.
Rączka od kranu nad wanną zaczęła odpadać, ale to tylko kwestia użycia imbusowego kluczyka. Niestety nie dysponowano takim w tamtej chwili.
Na dodatek sto dwadzieścia litrów śmieci zalegało w kuchni, ale to tylko kwestia kluczyka do śmietnika przy ulicy. Niestety nie dysponowano takim w tamtej chwili.
Majty do prania natomiast lokuje się obecnie między ścianą, a pralką.
Rączka od kranu nad wanną zaczęła odpadać, ale to tylko kwestia użycia imbusowego kluczyka. Niestety nie dysponowano takim w tamtej chwili.
Na dodatek sto dwadzieścia litrów śmieci zalegało w kuchni, ale to tylko kwestia kluczyka do śmietnika przy ulicy. Niestety nie dysponowano takim w tamtej chwili.
![]() |
| Kraków, ul. Estońska, 06.07.2012 |
14 grudnia 2014
Sprzężenie Zwrotne. Część Dwudziesta Dziewiąta.
Trochę słabo stoi ten rok, jak chodzi o publikowanie publikacji, mimo to w dalszym ciągu nie można z całą stanowczością stwierdzić, że nie istniejemy. Ciągle jest więc nadzieja.
No.
Na podparcie naszego stanowiska mamy taki oto argumencik. Nie dość, że zdarzało nam się czasem publikować w tym roku, to na dodatek opublikowaliśmy kilka materiałów zawierających cudze prace. Konkretnie dwa. Dowodzi to ni mniej, ni więcej, tego, że nie dość, że funkcjonujemy, to ciągle nie zatraciliśmy umiejętności komunikacji.
Tak będzie też tym razem. Bo, proszę państwa, jakiś czas temu opisywaliśmy sytuację, jak dostaliśmy dwa maile od jednego typa i że w ogóle spoko, i że tam były zdjęcia, i że tak dalej, tak dalej. To było jakieś pół roku temu (czyli, jeśli teraz jest koniec roku, to to musiało być w środku roku jakoś), w każdym razie od tego czasu mamy nową spłuczkę w kiblu, rozpoczął się sezon grzewczy, skończyła się Moda Na Sukces i takie tam różne. No. Działy się różne rzeczy, a tu w skrzynce mailowej zalega nowa porcja materiału. I to od tego samego gościa... czaicie?
Bez zbędnych ceregieli, przystąpmy do podziwiania. Prace należą do pana Perkoza Wilka. Dostaliśmy je znowu w dwóch rzutach. Bijemy się metalową sztabą po głowach w ramach pokuty, że tak późno, ponieważ pierwsza wiadomość pod tytułem: niedoszłe żniwo potencjalnego huja, obwieszcza:
No.
Na podparcie naszego stanowiska mamy taki oto argumencik. Nie dość, że zdarzało nam się czasem publikować w tym roku, to na dodatek opublikowaliśmy kilka materiałów zawierających cudze prace. Konkretnie dwa. Dowodzi to ni mniej, ni więcej, tego, że nie dość, że funkcjonujemy, to ciągle nie zatraciliśmy umiejętności komunikacji.
Tak będzie też tym razem. Bo, proszę państwa, jakiś czas temu opisywaliśmy sytuację, jak dostaliśmy dwa maile od jednego typa i że w ogóle spoko, i że tam były zdjęcia, i że tak dalej, tak dalej. To było jakieś pół roku temu (czyli, jeśli teraz jest koniec roku, to to musiało być w środku roku jakoś), w każdym razie od tego czasu mamy nową spłuczkę w kiblu, rozpoczął się sezon grzewczy, skończyła się Moda Na Sukces i takie tam różne. No. Działy się różne rzeczy, a tu w skrzynce mailowej zalega nowa porcja materiału. I to od tego samego gościa... czaicie?
Bez zbędnych ceregieli, przystąpmy do podziwiania. Prace należą do pana Perkoza Wilka. Dostaliśmy je znowu w dwóch rzutach. Bijemy się metalową sztabą po głowach w ramach pokuty, że tak późno, ponieważ pierwsza wiadomość pod tytułem: niedoszłe żniwo potencjalnego huja, obwieszcza:
no, to miłego oglądania.no i okazuje się, że w poprzednim mejlu byłem blisko. a chodzi konkretnie o niebezpieczeństwa czające się w poszukiwaniach kutasów na murach - od tamtego czasu prawie wjechałem autem w inne jadące przede mną bo przeszukiwałem mury.dołączam porcję ciula. zwiedziłem trochę kałowic, sosnowsi, bądzinia i innych. sosnowieś rozczarował strasznie - ani jednego kutasa, a muszę przyznać, że trasę przez tą mieścinę wykonałem całkiem solidną. katowice pokazały klasę (dąbrówka mała) - było tak gęsto, że nawet nie chciało mi się sprawdzać na jakiej ulicy jestem. kibole się po prostu wykazali. jak dla mnie hitem jest kutas zrobiony czymś podobnym do pianki montażowej - klasique.
Kuuurwa... Poświęcenie. Ryzyko. Podróże. Pianka Montażowa Klasique... Tak się pracuje na szacunek, proszę państwa! Niczym Indjana Dżąs.
Ale, ale... myślicie pewnie, że to wszystko, bo nie czytacie ze zrozumieniem i umknął wam fakt, że dostaliśmy dwa mejle. No to teraz kurwa łykajcie to (z wiadomości pod tytułem hujów cała gama zajebana, burt rejnolc kupił nowe auto):
Ale, ale... myślicie pewnie, że to wszystko, bo nie czytacie ze zrozumieniem i umknął wam fakt, że dostaliśmy dwa mejle. No to teraz kurwa łykajcie to (z wiadomości pod tytułem hujów cała gama zajebana, burt rejnolc kupił nowe auto):
Jakieś pytania? Co? Nic nie słychać. No, jeszcze chwilka... Nic? Więc zamykam przewód sądowy, udzielam głosu panu prokuratorowi - jak mawiała Anna Maria.no, pozdrawiam serdecznie i huj wam na mur.nie wiem jak to z pojemnością będzie, spróbuję wysłać jednym mejlem. jak się nie uda to pójdzie z podziałem na dwa.korzystając z okazji chciałem podziękować zjebastianowi za fotkę z hujwacji.
również dzięki dla brata (tego co kiedyś z ałustralyi przysłał huja) - od niego dostałem fotke tego kutasa skradającego się za krową. no i tu anegdotka: brat szedł z córką (lat około 4, jeśli się nie mylę) i ona zobaczyła jeszcze niezamalowanego huja i pyta co to takiego, brat zdążył tylko się zaksztusić, ale na szczęście sama go uratowała pytając "nindża?". oczywiście brat potwierdził.
PERKOZ WILK:
niedoszłe żniwo potencjalnego huja:
![]() |
| Bytom, Dąbrowa Miejska, 26.07.2014 |
![]() |
| Bytom, Miechowice, ul. Francuska, 26.06.2014 |
![]() |
| Bytom, Miechowice, ul. Matki Ewy, 2014.07.24 |
![]() |
| Będzin, ul. Piłsudskiego12.07.2014 |
![]() |
| Czekanów, przystanek, 27.07.2014 |
![]() |
| Katowice, Dąbrówka Mała, 12.07.2014 |
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() | |
|
![]() |
| Katowice, Dąbrówka Mała, 12.07.2014 |
![]() |
| Katowice, Dąbrówka Mała, ul. Grzegorzka 12.07.2014 |
![]() |
| Katowice, Dąbrówka Mała, ul. Siewna 12.07.2014 |
![]() |
| Katowice, Dąbrówka Mała, ul. Strzelców Bytomskich 12.07.2014 |
![]() |
| Mława 06.07.2014 |
![]() |
| Mława 06.07.2014 |
![]() |
| Mława 06.07.2014 |
![]() |
| Ruda Śląska, ul. Bytomska, 16.07.2014 |
![]() |
| Ruda Śląska, ul. Bytomska, 16.07.2014 |
![]() |
| Ruda Śląska, ul. Podlas, 16.07.2014 |
![]() |
| Ruda Śląska, ul. Tunkla, 16.07.2014 |
![]() |
| Siemianowice Śląskie, ul. Mysłowicka 12.07.2014 |
![]() |
| Siemianowice Śląskie, ul. Mysłowicka 12.07.2014 |
![]() |
| Zabrze, ul. Ziemska, 15.07.2014 |
![]() |
| Bytom, Bobrek, przejście na Fazaniec, 25.08.2014 |
![]() |
| Bytom, Bobrek, przejście na Fazaniec, 25.08.2014 |
![]() |
| Bytom, Miechowice, ul. Matki Ewy, 24.07.2014 |
![]() |
| Bytom, Szombierki, ul. Orzegowska, 25.08.0214 |
![]() |
| Bytom, Szombierki, ul. Orzegowska, 25.08.0214 |
![]() |
| Bytom, Szombierki, parking tesko, 10.08.2014 |
![]() |
| Bytom, Szombierki, Podhalańska, 26.08.2014 |
![]() |
| Bytom, Szombierki, Podhalańska, 26.08.2014 |
![]() |
| Bytom, Szombierki, przedszkole obok tesko, 10.08.2014 |
| Chorwacja, Pula, 10.08.2014 |
![]() |
| Chorzów, park, mur dookoła zoo, 24.08.2014 |
![]() |
| Chorzów, park, mur dookoła zoo, 24.08.2014 |
![]() |
| Chorzów, park, mur dookoła zoo, 24.08.2014 |
![]() |
| hujwie 20111005 (czy tu się głowy ścina? - dop. BH) |
![]() |
| Katowice, ul. Grabowa 24.08.2014 |
![]() |
| Piwnica Kolegi, Próbownia, 23.08.2014 |
Perkozu Wilku! Wygrałeś ten rok!
Wdzięczni rodacy.
11 grudnia 2014
Załóżże tą kurtkę, bo ci Ramonsów widać.
Odkryto w ostatnim czasie, że w mieszkaniu istnieją dywany, po których się nie chodzi. Sytuacja na szczęście jest już opanowana.
Tymczasem ubiór wyjściowy zamieniono czemprędzej na komfortowy zestaw ubrań po domu to jest:
- bluza z chujowym kapturem (który dyskwalifikuje tą bluzę w sytuacjach interakcji społecznych),
- skarpety wełniane, model z przejścia podziemnego, opodal dworca,
- bokserki/ spodnie od piżamy.
Czasem zestaw podparty jest również szlafrokiem z polaru, jaki można dostać w sklepie pepco oraz jakąś chujową koszulką, która jest ujebana kawą i keczupem, a jak się je frytki, to można wytrzeć łapska w tą koszulkę - daje to podwójną korzyść - nietłuste łapki oraz czyste obicie fotela, bo zamiast w fotela używamy koszulki.
Do tej kreacji zaleca się nie golić buzi (chłopcy), albo nóżek (dziewczęta), należy zadbać również o imponujące balkony pod oczami (im bardziej wyglądamy, jak Andrzej Gołota po stoczeniu kilku walek, tym jest bardziej stylowo) oraz o kolor samych gałek ocznych (naczy tego białego w oczach), tutaj im bardziej widoczne są desenie żyłek w oczach, tym lepiej.
Zalecany zapach: dym tytoniowy.
Jest to wpis modowy. Opowiada o ponadczasowej kolekcji zima/zima.
Dobranoc.
Tymczasem ubiór wyjściowy zamieniono czemprędzej na komfortowy zestaw ubrań po domu to jest:
- bluza z chujowym kapturem (który dyskwalifikuje tą bluzę w sytuacjach interakcji społecznych),
- skarpety wełniane, model z przejścia podziemnego, opodal dworca,
- bokserki/ spodnie od piżamy.
Czasem zestaw podparty jest również szlafrokiem z polaru, jaki można dostać w sklepie pepco oraz jakąś chujową koszulką, która jest ujebana kawą i keczupem, a jak się je frytki, to można wytrzeć łapska w tą koszulkę - daje to podwójną korzyść - nietłuste łapki oraz czyste obicie fotela, bo zamiast w fotela używamy koszulki.
Do tej kreacji zaleca się nie golić buzi (chłopcy), albo nóżek (dziewczęta), należy zadbać również o imponujące balkony pod oczami (im bardziej wyglądamy, jak Andrzej Gołota po stoczeniu kilku walek, tym jest bardziej stylowo) oraz o kolor samych gałek ocznych (naczy tego białego w oczach), tutaj im bardziej widoczne są desenie żyłek w oczach, tym lepiej.
Zalecany zapach: dym tytoniowy.
Jest to wpis modowy. Opowiada o ponadczasowej kolekcji zima/zima.
Dobranoc.
![]() |
| Kraków, ul. Izaaka, 30.07.2012 |
![]() |
| Kraków, ul. Izaaka, 30.07.2012 |
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































